Zmiana

Jestem osobą samotną i chyba z natury jestem typem samotnika i na dodatek bardzo nieśmiałego. Chyba od zawsze lubiłam przebywać sama, a już na pewno w dorosłym życiu. Najlepiej czułam się we własnym domu, z drutami, szydełkiem czy dobrą książką, a ostatnimi laty także przy komputerze. Bywałam, oczywiście, wśród ludzi – choćby z racji pracy zawodowej, ale nie garnęłam się do nich, nie zawierałam nowych znajomości, obracałam się w wąskim gronie dobrych znajomych, tych samych od lat. Problemem było dla mnie zwrócenie się do kogoś z jakimś pytaniem, prośbą – zawsze wyręczałam się kimś innym. Przełamywałam się jedynie w sytuacji, gdy to było moim obowiązkiem albo, gdy w pobliżu nie było nikogo innego.

Koszmarem wręcz były dla mnie wszelkie imprezy, uroczystości zbiorowe. Na imieniny czy urodziny starałam się chodzić wtedy, kiedy nie było gości – tylko żeby się spotkać z solenizantem czy jubilatem, z wesel uciekałam najszybciej jak się dało. Kiedy musiałam uczestniczyć w jakiejś uroczystości, siadałam na uboczu i w miarę możliwości w pobliżu kogoś znajomego.
Nie jeździłam na żadne wczasy, wycieczki.

I tak mi płynęło życie do momentu REO (Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy). Wtedy zetknęłam się z Odnową w Duchu Świętym. Na fali rekolekcyjnych przeżyć, tak właściwie siłą rozpędu weszłam do wspólnoty. I poprzez wspólnotę Pan Bóg mnie zmienia, a konkretnie otwiera na ludzi. Nagle okazało się, że mam wielu nowych znajomych i ten krąg się wciąż powiększa i te osoby stają mi się bliskie. Ich sprawy stały się moimi. Wspólnie radujemy się i wspólnie przeżywamy sytuacje trudne, cierpienia,…
Przez ostatni rok naprawdę niewiele było dni, w których nie miałam kontaktu z kimś z mojej grupy, jeśli nie spotkanie, to telefon albo sms.

Wiem, że to nie my własnym wysiłkiem budujemy tę więź, to Pan Bóg przez swojego Ducha czyni z nas wspólnotę. I to On sprawił, że już nie uciekam od ludzi, potrafię z nimi rozmawiać, nawet sama niejednokrotnie zagajam, gdzieś znika moja nieśmiałość. I co ciekawe, to odnosi się nie tylko do osób ze wspólnoty. Potrafię teraz nawet odezwać się do osoby, którą znam tylko z widzenia albo nawet do nieznajomej np. na przystanku. I sprawia mi to radość!
Już nawet całkiem dobrze znoszę imprezy przy ognisku, grillu czy kawie, nawet w większym gronie.
Zdecydowanie łatwiej przychodzi mi zwracać się do kogoś z jakąś sprawą, pytaniem czy problemem.

Dodam, że Pan Bóg nie dokonał zmiany mojej osobowości o 180 o , nie. To nie jest tak, że teraz wcale nie siedzę sama w domu, tylko biegam w poszukiwaniu kontaktów z innymi. Powiedziałbym, że Pan Bóg uszanował moją naturę (czy może tylko przyzwyczajenia). Nadal lubię przebywać sama i mam do tego sposobność i czas, ale Pan sprawił, że lubię także przybywać wśród ludzi. I ta zmiana mi się podoba, a we wspólnocie, pomimo zdarzających się nieporozumień czy nawet sytuacji konfliktowych, jest mi po prostu dobrze.