Moje spotkania z Janem Pawłem II

To są moje refleksje, przemyślenia jako przygotowanie do udziału w „Rozmowach Niedokończonych”, podczas spotkania Rodziny Radia Maryja w Świętej Wodzie 30 maja 2005 r.

W swoje dorosłe życie weszłam prawie równocześnie z rozpoczęciem pontyfikatu Jana Pawła II. Gdy zaczynałam ostatni rok studiów, odbyło się konklawe; gdy kończyłam – Papież po raz pierwszy przybył do Polski. Wybór Polaka na Stolicę Piotrową odebrałam jako zupełnie niezwykłe, wcześniej niewyobrażalne zdarzenie, jako cud. Zanim Karol Wojtyła został papieżem, to moje (a myślę, że i wielu innych świeckich, nawet bardzo wierzących) informacje na temat papieża ograniczały się do imienia papieża i ewentualnie roku wyboru. Ten cud, który zdarzył się 16 października 1978 roku, otworzył mnie (i pewnie wielu Polaków) na Kościół Powszechny, wzbudził zrozumiałe zainteresowanie Watykanem, działalnością Stolicy Apostolskiej, posługą papieża. Obudził także pragnienie spotkania się z Ojcem Świętym. Kiedy więc Jan Paweł II stanął na polskiej ziemi, to było dla mnie oczywiste, że muszę tam być, że nie może mnie zabraknąć na chociaż jednej Mszy św. z Papieżem. To moje pierwsze spotkanie przeżyłam 2 czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa. Niezapomniane chwile, moc wzruszeń. Oprócz najważniejszego spotkania z Ojcem Świętym, ta Msza św. pozwoliła także doświadczyć jedności z innymi ludźmi, z braćmi i siostrami, którzy wierzą tak jak ja. I to poczucie, że jest nas dużo. We mnie to właśnie spotkanie obudziło odwagę, poczucie, że nie mam się czego bać. Skoro Polak jest Papieżem, to nic mi już nie jest straszne. Czułam, że mogę wyznawać swoją wiarę otwarcie, nie lękając się niczego. I jeszcze jedno: zrozumiałam, że wstyd byłoby nie przyznawać się do swojej wiary, choćby groziły jakieś represje. A za nic nie chciałabym, aby Ojciec Święty musiał się za mnie wstydzić. Wdzięczna jestem Ojcu Świętemu za dodanie mi tej odwagi, z którą mogłam rozpocząć swoje życie zawodowe.
Spotkania podczas pielgrzymek papieskich powtarzały się (uczestniczyłam w większości):

* I pielgrzymka – 2 VI 1979 Plac Zwycięstwa w Warszawie
* III pielgrzymka – 14 VI 1987 Plac Defilad (zakończenie Kongresu Eucharystycznego)
* IV pielgrzymka – 5 VI 1991 Białystok
* VI pielgrzymka – 3 VI 1997 Gniezno
* VII pielgrzymka – 8 VI 1999 Ełk

Za każdym razem doświadczałam radości, dumy z tego, że należę do tego samego narodu, z którego pochodzi tak wielki człowiek – Jan Paweł II. Po każdej pielgrzymce czułam też niedosyt, poczucie, że z powodu wzruszenia, emocji i także zmęczenia trudami pielgrzymki, niezbyt uważnie słuchałam Papieża. Zawsze to rodziło chęć zgłębiania jego nauki, starałam się później czytać teksty homilii, do niektórych wracałam kilkakrotnie. Starałam się wyciągać nauki dla siebie i je stosować. To zachęcało z kolei do poznawania innych tekstów Ojca Świętego: encyklik, listów. I w tych tekstach też się z Nim spotykam. Od śmierci Jana Pawła II staram się codziennie przeczytać choć mały fragment Jego dokumentów.

Pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny to były bardzo ważne wydarzenia w moim życiu, ale pragnęłam -oczywiście – spotkać się z Janem Pawłem II bardziej osobiście. I w roku 1994 spełniło się to marzenie. Miałam szczęście uczestniczyć w pielgrzymce do Rzymu. Tę pielgrzymkę zorganizował ks. Alfred, który wtedy był jeszcze wikariuszem w Turośni Kościelnej, ale pielgrzymka była dla chętnych z różnych parafii naszej Archidiecezji. Z Wasilkowa pojechało wtedy kilkanaście osób i to była chyba jedyna tak liczna grupa z naszego miasta jadąca do Watykanu. Jechaliśmy tam na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, z nadzieją, że zobaczymy Papieża. Nieśmiałą nadzieję mieliśmy też na udział w audiencji, choć Ojciec Święty był wtedy po chorobie (złamanie kości udowej) i nie było spotkań z wiernymi. Przeszkody nam się w drodze mnożyły, ale udało się je pokonać i 25 czerwca znaleźliśmy się w Rzymie. To była sobota. W niedzielę natomiast z samego rana pojechaliśmy do Bazyliki Św. Piotra i tam w podziemiach celebrowaliśmy Mszę św. A potem Anioł Pański z Papieżem. Kto tego nie przeżył, to chyba nie zrozumie, jak wielkim przeżyciem jest takie spotkanie. Trudno wyrazić, opowiedzieć, jak wielkie to emocje, wzruszenie. Gdy Papież pojawia się w oknie, serca samo się wyrywa z piersi, a z oczu płyną łzy. Radość i szczęście przepełniło bez miary w momencie, gdy Papież pozdrowił nas i życzył owocnego przebywania u grobów Apostołów. Tego samego dnia czekała nas jeszcze większa niespodzianka, bo zostaliśmy zaproszeni na audiencję specjalną. To była pierwsza audiencja po chorobie Papieża. Było tylko kilka grup. Spotkanie odbyło się w Sali Klementyńskiej. Gdy Ojciec Święty pojawił się, to zapadła cisza, tchu zabrakło. Po powitaniu przez biskupa łowickiego, Papież powiedział kilka zdań. Nie pamiętam, co, bo z wrażenia to pamięć nie rejestrowała słów. Ważniejsze było odczucie tej Jego wielkiej życzliwości, otwartości na każdego człowieka. Właśnie wtedy po raz pierwszy dotarł do mnie sens tego określenia papieża: „sługa sług Bożych”. Ojciec Święty jest dla innych. I to dla każdego z tych, z którymi się spotyka. Czuło się, nawet w wielkim tłumie, że Papież jest dla każdego osobiście. Dało się to odczuć nawet podczas Mszy św. w Uroczystość Św. Piotra i Pawła, kiedy było bardzo dużo ludzi. Papież służy każdemu swoim słowem, gestem, zainteresowaniem, nie zważa na swoje samopoczucie, bóle, choroby. Właśnie podczas późniejszych dolegliwości Papieża i cierpienia związanego z wiekiem i chorobami, przypominałam to swoje spostrzeżenie sprzed lat. I dopiero teraz staram się Go w tym naśladować. Trochę wstyd i żal, że tak późno. Jeszcze jedno: samo spotkanie z Papieżem tak twarzą w twarz to było dla mnie otarcie się, dotknięcie sacrum. Po prostu czuło się niezwykłość i wielkość tego Człowieka. Budziło to ogromną wdzięczność wobec Boga, za takiego Papieża i za możliwość spotkania się z nim. Po powrocie zastanawiałam się, jak można tę wdzięczność wyrazić. I stąd właśnie zrodził się pomysł modlitwy za Jana Pawła II w 16. dniu każdego miesiąca. Propozycję podjął z wielką radością ks. Alfred już jako kustosz Świętej Wody. W pierwotnych zamierzeniach miała to być modlitwa przede wszystkim tych, którzy pielgrzymowali do Watykanu., choć – oczywiście – zaproszeni na nią byli wszyscy chętni. Od kilku lat tę formę modlitwy za Papieża przejęło Koło Przyjaciół Radia Maryja.

Za główny owoc moich spotkań z Papieżem uważam coś, co można nazwać „przebudzeniem modlitewnym”, chociaż słowo „przebudzenie” raczej odnosi się do jednorazowego, nagłego zdarzenie. Może właściwiej byłoby mówić o formacji modlitewnej, choć to też nie byłoby ścisłe, bo Jan Paweł II nie zostawił żadnej szkoły modlitwy. On wskazywał na pewne formy modlitwy, w których człowiek może odnaleźć się, które staną się dla niego drogą na spotkanie z Bogiem. Dla mnie stały się (a właściwie stawały się) stałą praktyką (i to właśnie za sprawą Papieża) takie modlitwy: najpierw Anioł Pański w południe (nie tylko w niedzielę, kiedy to, odkąd zaczęły się transmisje, to starałam się łączyć z modlitwą Papieża), później Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, a od pielgrzymki Ojca Świętego do Ziemi Świętej, a jeszcze mocniej od ostatniej pielgrzymki do Polski – modlitwa brewiarzowa (na razie tylko Jutrznia), do której wróciłam po kilkunastu latach. Tutaj, oczywiście, decydujący był wzór modlącego się Papieża, ale ważne były również Jego słowa na temat tych modlitw, wyjaśnianie ich sensu, czyli właściwie podbudowa teologiczna.

I jeszcze trochę o spotkaniach, których mógł doświadczyć każdy (nie tylko ten, kto pielgrzymował do Watykanu) i które możemy kontynuować. Chodzi o spotkania poprzez znaki: pomniki, wizerunki Papieża czy też rzeczy (dewocjonalia) pobłogosławione przez Ojca Świętego. Takim szczególnym znakiem dla mnie jest obraz Matki Miłosierdzia w moim parafialnym kościele. Ten wizerunek zdobił papieski ołtarz na lotnisku Krywlany podczas wizyty Ojca Świętego w Białymstoku i przed nim modlił się Papież. Następne znaki to znajdujące się w Świętej Wodzie krzyże i kopia obrazu Matki Bożej Bolesnej, pobłogosławione przez Jana Pawła II w Watykanie. Kolejne znaki to wizerunki Matki Bożej koronowane papieskimi koronami – dla mnie szczególnie ważne: obraz Matki Miłosierdzia w białostockiej Katedrze i figura Matki Bożej Saletyńskiej w Dębowcu. Te znaki są przypomnieniem osoby Jana Pawła II i elementów Jego nauczania, przede wszystkim wskazywania na Matkę Jezusa. To przypominanie maksymy Papieża „Totus Tuus”. Stąd już tylko krok, by dalej medytować nad zawierzeniem Papieża Maryi, a może także nad własną decyzją takiego zawierzenia.