Post? – nie dla mnie

Tytuł trochę prowokacyjny 😉 Nie jestem przeciwniczką postu, wcale nie 🙂

Ani nie uważam, że jestem „ponad to”.

Nie jest też tak, że nie podejmuję postu albo że nie potrafię z czegoś zrezygnować, ograniczyć swoich potrzeb czy pragnień (nie mówiąc o zachciankach).

Kościół zaleca post, a więc jest on dla mnie. Budząc we mnie niedosyt, brak – ma mnie skierować do Boga, pokazać, że  tylko On może zaspokoić moje potrzeby.

Dlaczego więc taki tytuł? Powód jest prosty – słowo na piątek po Popielcu mówi: „Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: (…) dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków.” Iz 58, 6 -7

To mi nasunęło myśl, że to nie ja powinnam stać w centrum praktyk postnych – post to nie dieta 😉 Z mego postu ma wynikać jakieś dobro dla innych. Ot, chociażby: ograniczę czas na rozrywki, żeby kogoś odwiedzić albo mniej wydam na jedzenie i przeznaczę te pieniądze na pomoc ubogim, albo … Pomysłów może być dużo. Ważne, żeby podejmując post, nie skupiać się tylko na sobie, żeby zastanowić się, w jaki sposób „odejmując coś sobie od ust” – mogę pomóc bliźniemu. Dlatego post nie jest dla mnie 😉