Czytając „piątą Ewangelię”

W roku Jubileuszu 2000 lat od Narodzenia Pana Jezusa dane nam było stanąć w Ziemi Świętej, nazywanej „piątą Ewangelią”. Świadomi własnej niegodności, a jednocześnie wdzięczni Panu Bogu za to, że wpisał w życie każdego z nas tę pielgrzymkę, pragnęliśmy jak Ojciec Święty powiedzieć: „Czyż jednak dzisiaj mógłbym nie wielbić Boga wszelkiego miłosierdzia, którego drogi są niepojęte, a miłość jest nieskończona, za to, że w roku Wielkiego Jubileuszu przyprowadził mnie na miejsce narodzin Zbawiciela?” Odczytaliśmy jako wielką łaskę to, że mogliśmy zobaczyć miejsca związane z historią naszego zbawienia i wsłuchać się w to, co poprzez nie mówi do nas Chrystus, że mogliśmy napełnić się rzeczywistością tych miejsc. Zawierają one bowiem obecność Jezusa. Ewangelia odczytywana właśnie tam, gdzie On żył jako człowiek, ma szczególną wymowę.

Już na samym początku pielgrzymki, w kaplicy na Okęciu, nasz przewodnik – ks. Stanisław Wójtowicz, pallotyn – powiedział, że nie wystarczy być, zobaczyć, dotknąć świętych miejsc – trzeba uwierzyć. I te słowa towarzyszyły nam na ścieżkach Palestyny. A każdy odnalazł miejsce dla siebie najważniejsze, gdzie najpełniej przeżył spotkanie z Panem Jezusem. Niektórzy spotkali Pana jako Maleńkie Dzieciątko w Betlejem. Inni – na drogach Galilei, po których wędrowaliśmy jak Apostołowie, wsłuchując się w Jego nauki, podziwiając cuda i próbując odpowiedzieć Mu na pytanie, jakie zadał Piotrowi ( i zadaje każdemu z nas): „Czy ty mnie miłujesz?” Płynąc po ukochanym jeziorze Pana – Jeziorze Galilejskim – rozglądaliśmy się, jakby oczekując, że przyjdzie do nas po wodzie i uspokoi nasze skołatane serca, ukoi lęki, napełni ufnością. Na Górze Błogosławieństw zadawaliśmy sobie pytanie: Czy i na ile odnoszą się do mnie słowa „Błogosławieni ..”?

Rozważaliśmy dary Chrystusa, jakie zostawił nam w sakramentach. Nad Jordanem odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne, a w Kanie Galilejskiej pielgrzymi – małżonkowie (12 par) odnowili swoje przyrzeczenia małżeńskie. Wzruszająca była Msza święta w kaplicy franciszkańskiej „Przy Wieczerniku”. Dziękowaliśmy tam za dar Eucharystii i za sakrament kapłaństwa. Modliliśmy się w intencji kapłanów – ks. Stanisława, ks. Alfreda i ks. Marka pielgrzymujących z nami i za kapłanów w naszych parafiach, i za tych, których spotkaliśmy w swoim życiu.

Każdy z nas bardzo głęboko przeżył spotkanie z Chrystusem w miejscach Jego męki i śmierci. Modliliśmy się w Ogrodzie Oliwnym przy skale, gdzie Pan Jezus mówił :” Ojcze, jeżeli chcesz, oddal ode mnie ten kielich, wszakże nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”. Wędrowaliśmy z Nim dźwigającym krzyż zatłoczonymi uliczkami Jerozolimy. Pojęliśmy, że krzyża nie da się zrozumieć teoretycznie, zza biurka. Można go zrozumieć tylko dźwigając go. Pomimo upadków, grzechów, zwątpień należy pamiętać, że Bóg nie daje krzyża ponad siły człowieka. Trzeba tylko współpracować z łaską Bożą, a wtedy wszystko będzie możliwe. Wtedy uda się dotrwać do końca. Miejsce, które chyba najbardziej przemawia i przyciąga, to Kalwaria ze skałą, gdzie stał krzyż, na którym umarł Chrystus. Tutaj słowa są zbędne. Najlepiej w milczeniu kontemplować Bożą Miłość – bezgraniczną, bezwarunkową, do końca. I zakończenie Drogi Krzyżowej – Boży Grób, niemy świadek Zmartwychwstania. Jedyny grób, który pozostał pusty. Dlatego nie można stąd odejść w nastroju pesymistycznym. Odchodzi się stąd, śpiewając całym sercem radosne „Alleluja”.

Na wszystkich drogach towarzyszyła nam Maryja – i ta wzrastająca w Jerozolimie pod okiem św. Anny, i z Nazaretu, gdzie powiedziała Bogu swoje ” fiat”, i z Betlejem, gdzie zawsze trwa Boże Narodzenie. Spieszyła z nami do Ain Karim, by nawiedzić św. Elżbietę i Jana Chrzciciela. Szła z nami po Via Dolorosa i modliła się w Wieczerniku o dary Ducha Świętego. Byliśmy w miejscach upamiętniających Jej odejście: w Bazylice Zaśnięcia na Syjonie Chrześcijańskim i w Bazylice Wniebowzięcia na Górze Oliwnej.

Spotkaliśmy również innych znajomych z Ewangelii. W Kanie powtarzaliśmy za Natanaelem: ” Rabbi, Tyś jest Synem Bożym”. W Betanii gościliśmy w domu Marii, Marty i Łazarza. To oni uczą, że chrześcijanin powinien łączyć dwie postawy: zasłuchania w Słowo Boże i świadczenia miłości czynami. W Jerozolimie, w miejscu, gdzie kogut zapiał, razem z Piotrem płakaliśmy nad naszymi grzechami. To właśnie od Piotra i Marii Magdaleny uczyliśmy się żałować za nasze grzechy i ufać, że jest Dobroć bezmierna i Miłość silniejsza nad wszystko.

Ogromnym przeżyciem była nasza ostatnia pielgrzymkowa Eucharystia na Górze Tabor, w Sanktuarium Przemienienia. Był tu czas na refleksję nad sobą, nad swoim życiem. Nie można bowiem z tej góry zejść, nie podejmując konkretnych postanowień przemiany siebie.

I ostatni akcent – liturgiczne zakończenie pielgrzymki w Bazylice Bożego Grobu. Ksiądz przewodnik, wręczając krzyże jerozolimskie, mianował nas Rycerzami Bożego Grobu. Mamy bronić wiary i wartości chrześcijańskich w swoim sercu i wokół siebie.

Ten czas przeżyty w Ziemi Świętej to prezent od Pana Boga. Dzięki ks. Stanisławowi, który w sposób naprawdę zadziwiający łączył rolę przewodnika z rolą kierownika duchowego, to była pielgrzymka nie tylko do Miejsc Świętych, ale także wgłąb siebie. To były prawdziwe rekolekcje. Każdy je przeżył na swój sposób i swoją miarę, ale dla wszystkich był to czas bardzo cenny, za który będziemy Bogu życiem dziękować.

Dzieląc się wrażeniami z Ziemi Świętej, nie można pominąć spraw przykrych. Boleśnie ( a niekiedy nawet szokująco) działały sytuacje , gdy dostęp do miejsc dla nas ważnych był niemożliwy czy ograniczony, bo są one pod opieką wyznawców innych religii. Smutne odczucia budzi też fakt, że na ziemi, na której Pan Jezus powiedział: „Pokój wam” , trwają walki, leje się krew. Podjęliśmy zobowiązanie modlitwy o pokój dla całej ziemi, a szczególnie dla Ojczyzny Chrystusa. I o modlitwę w tej intencji prosimy wszystkich.