Panie, Ty na to pozwalasz?

Mt 27, 27 – 30
„Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!» Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.”

Jak to możliwe?
Ty, Król wszechświata dajesz się wyszydzać?
Ty, który podtrzymujesz ten świat swoją ręką, pozwalasz, by taki marny proch jak człowiek pluł Ci w twarz?
Pozwalasz, by szydził z Ciebie i z Twego królestwa?

To niepojęte! Nie da się tego zrozumieć. To się po prostu nie mieści w głowie.
Wiem, człowiek jest zdolny do różnych złych czynów, łatwiej mu przychodzi czynić zło niż dobro – to wiem. Ale nie mogę zrozumieć, że Ty, Panie pokornie przyjmujesz obelgi, oplucie, szyderstwa.
Ja tak nie potrafię. Gdy ktoś mi ubliża, zaraz mam ochotę odpłacić tym samym. I chociaż na ogół tego nie czynię, to i tak bardzo daleko mi do Twojej postawy, do przyjęcia tego wszystkiego ze spokojem. Chyba po prostu nie kocham albo kocham za mało.

Panie, proszę naucz mnie takiej miłości, która wszystko zniesie, nawet obelgi, szyderstwa, oplucie.