Odpust dawniej i dziś

Montaż na spotkanie Rodziny Radia Maryja w Świętej Wodzie 18 czerwca 2012 r.

Odpust parafialny jest świętem patronalnym kościoła parafialnego. I chociaż często kojarzy się tylko z zewnętrzną otoczką, na którą składają się suma odpustowa, strojenie kościoła, procesja, a także festyn, kramy z zabawkami i słodyczami, to ma znaczenie głębsze. Wynika ono z faktu, że tego dnia — nawiedzając kościół — można uzyskać odpust w znaczeniu teologicznym.

Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm Kościoła Katolickiego definiują odpust następująco:

«Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych».

W pierwszych wiekach ze względu na brak wolności religijnej chrześcijanie nie budowali świątyń, lecz spotykali się w domach. Od IV wieku zaczęły pojawiać się kościoły, często w miejscach męczeńskiej śmierci chrześcijan lub nad ich grobami, a więc tam, gdzie istniał kult świętych. Jeśli to nie było możliwe, troszczono się, by w kościele znajdowały się przynajmniej relikwie. W ten sposób kościoły zyskiwały swoich patronów. Dzień, w którym w liturgii wspominano owego patrona, stawał się świętem kościoła i parafii z nim związanej. W to parafialne święto, oprócz uroczystej Mszy św., organizowano procesje, przedstawienia obrazujące życie czczonego świętego, urządzano wspólne zabawy i uczty.

Tak opisuje odpust Władysław Stanisław Reymont w powieści „Chłopi”:

„Dzień świętego Piotra i Pawła, zawdy był w Lipcach uroczyście obchodzony.

(…) już od samego świtania na placu przed kościołem handlarze zaczęli stawiać budy przeróżne, a kramy, a stoły, płóciennymi dachami nakryte.(…)

Jakoż i czuło się w powietrzu święty dzień odpustowy; święto było po chatach, przystrojonych zielenią, (…)

A naród śpieszył tłumnie na owe święto i walił ze wszystkich stron. Kłęby kurzawy toczyły się nieustannie nad wszystkimi drogami, turkotały wozy, rżały konie, leciały głosy przeróżne, wiązały się głośne rozmowy, czasem ktosik wychylał się z półkoszków i krzykał do pieszych, (…) a po wozach niektórych szeptano pacierze, (…)

To i pokrótce Lipce napełniły się narodem po wręby. (…)

Rwetes też był coraz większy, gwary i krzyki podnosiły się nad całą wsią. (…) Kobiety obsiadały staw moczyć nogi, wzuwać trzewiki a ogarniać się przystojnie do kościoła, chłopi rajcowali kupami zmawiając się ze somsiady, zaś dziewuchy i chłopaki cisnęły się łakomie do kramów i bud, a głównie do katarynki grającej, na której jakiś zwierz zamorski, czerwono przystrojony i z pyska podobny do starego Miemca, czynił takie pocieszne skoki a figle, jaże się za boki brali ze śmiechu.

Katarynka przygrywała zawzięcie i na taką nutę, jaże niejednemu kulasy drygały, a jakby do wtóru i dziady usadowieni we dwa rzędy, od kruchty do placu, jęły wyciągać swoje pieśni proszalne, (…)

Ale skoro jeno zasygnowali na sumę, naród porzucił zabawy i kiej wezbrany potok lunął do kościoła i tak go napchał, jaże żebra trzeszczały, a cięgiem jeszcze przybywali nowi gnietąc się, a nawet swarząc, ale większość musiała ostać na dworze tuląc się pod mury i drzewa.

Przyjechało też paru księży z drugich parafii, zasiedli zaraz w konfesjonałach pod drzewami słuchać spowiedzi, nie bacząc zgoła na tłok ni na spiekę. (…)

Proboszcz był właśnie wychodził ze mszą, (…)

Zaraz też huknęły organy i zaczęła się suma, przyklękli wszyscy, poprzysiadali a jęli się żarliwie pacierzy. (…)

Naród się modlił w głębokiej cichości, kto na książce, kto na różańcu, a kto jeno tym szczerym słowem Boga chwalił i wzdychem serdecznym. Uroczyste głosy organów lały się brzękliwym, rozmodlonym pacierzem, a niekiedy śpiew buchał od ołtarza, czasem zajazgotały dzwonki, a czasem zahuczał grubachny głos organisty, zaś potem ciągnęły się długie (…) chwile i dymy kadzideł płynęły przez wywarte drzwi kościoła. (…)

Dopiero w czas procesji, kiej kościół zatrząsł się od śpiewań, kiej jęły walić chorągwie, a za nimi wychodził ksiądz pod czerwonym baldachem z monstrancją w rękach, prowadzony przez samych dziedziców, naród przecknął i ruszył wraz z procesją.

Zadzwoniły dzwony, śpiew buchnął ze wszystkich gardzieli (…), a procesja opływała z wolna białe, rozpalone mury kościoła (…). Czerwony baldach płynął na przedzie, cały w dymach kadzielnych, że jeno chwilami błyskała złota monstrancja, (…), rozwinięte chorągwie niby ptactwo łopotało nad mrowiem głów, chwiały się obrazy przystrojone w tiule a wstęgi, i biły radośnie dzwony, i grzmiały organy, a naród śpiewał z uniesieniem, całym sercem i wszystką duszą (…).

Zaś po procesji, kiej znowu wzięli odprawiać nabożeństwo i kiej znowu głosy organów zahuczały przejmująco, na smętarzu zrobiło się cicho jak przódzi, (…), wzmogły się jeno szepty pacierzów, rozgłośniały wzdychy, dziady już pobrzękiwały w miseczki, a tu i owdzie jęli z cicha pogwarzać.”

Dzisiaj odpusty wyglądają inaczej, ale w niektórych regionach zachowały się dawne tradycje.

Jednym z takich odpustów jest Emaus Zwierzyniecki w Krakowie. Tak jak w wiekach poprzednich w Poniedziałek Wielkanocny tłumy nadal przybywają na Zwierzyniec. Liczne kramy, a na nich różnoraki asortyment, cieszą zwiedzających, którzy chętnie kupują pamiątki emausowe. Dawniej były to artystyczne rękodzieła. Te najbardziej typowe to gliniane dzwonki, drzewka życia, drewniane siekierki i czekany. Na odpuście zwierzynieckim można było kupić także słodycze, oranżadę, suszone owoce, a nawet kiełbasę. Można było wygrać fant na strzelnicy lub dowiedzieć się czegoś na temat swojej przyszłości, a uliczni fotografowie uwieczniali na kliszach obecność przechodniów. Atmosferę festynu potęgowały odgłosy piszczałek, pukawek, grzechotek, gwizdków i strzelających balonów. Dziś coraz częściej pamiątkami są plastikowe tanie produkty. Nadal jednak licznie sprzedawane figurki „Żydków emausowych” są jednoznacznie kojarzone z tą tradycją krakowską.

Inny przykład odpustu to Kaziuk albo Kaziuki – odbywający się od czterystu lat jarmark odpustowy w Wilnie w dzień świętego Kazimierza (4 marca). W jego trakcie odbywały się pochody na czele z kuglarzami i przebierańcami. Kaziuki miały miejsce na Placu Katedralnym, a od 1901 roku na Placu Łukiskim. W okresie międzywojennym pochód otwierał przebrany za św. Kazimierza wilnianin.

Współcześnie jest to trzydniowy kiermasz odbywający się w różnych miejscach miasta połączony z występami artystycznymi. Można tu spotkać wiele ciekawych wyrobów rzemiosła ludowego i artystycznego. Kaziuki stały się popularne również w innych miastach Litwy, a także w Grodnie na Białorusi. Od niedawna organizowane są również w wielu polskich miastach w niedzielę przypadającą po 4 marca, z inicjatywy Polaków, byłych mieszkańców Wilna lub ich potomków.

Do najważniejszych i najpowszechniej występujących należą odpusty związane ze świętami Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, Jej Narodzenia i Wniebowzięcia, a także święto Królowej Polski oraz Matki Bożej Szkaplerznej. W niektórych ośrodkach odpusty wiążą się też z rocznicą cudownego pojawienia się czczonego wizerunku Maryi  lub rocznicą koronacji cudownego obrazu czy figury. Niekiedy obok odpustów maryjnych odbywają się odpusty związane ze świętami Pańskimi lub osobami świętych.

 Chociaż przez stulecia głównym odpustom towarzyszyły wielkie jarmarki czy nawet targi, chociaż niekiedy stanowiły one swoisty przegląd zwyczajów regionalnych, nie to było sednem i celem takich uroczystości. Najważniejsza była możliwość uzyskania odpustu. Przy tej okazji podkreślano konieczność pokuty i nawrócenia. I także dzisiaj ten aspekt jest w centrum każdej uroczystości odpustowej.