Niekoniecznie pieniądze

Dz 3,1 – 7
Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni, prosił o jałmużnę. Ten zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: «Spójrz na nas!». A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. «Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!» I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach.

Często widuję ludzi, którzy o coś proszą. Najczęściej, oczywiście, proszą o pieniądze, o jałmużnę – tak, jak kaleka, którego spotkali Piotr i Jan. Nie zawsze mogę ofiarować dar pieniężny. Nie jestem też w stanie pomóc finansowo wszystkim proszącym.

Co więc pozostaje? Udawać, że nie widzę?
A może ofiarować coś innego – to, co mam?

Może komuś potrzeby jest mój czas, może cierpliwość w wysłuchaniu jego problemów? Może pomoc w załatwieniu jakichś spraw?
A może czasami wystarczy dobre słowo albo zwyczajny uśmiech?

Każdy z nas posiada coś, czym może obdarować innych. Trzeba tylko chcieć zauważyć drugiego człowieka i jego potrzeby.