Nie wprowadzaj do świątyni wołów, baranków, gołębi…

J 2, 13 – 16

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów.

Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.

Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska”.

Dom Ojca – świątynia –  przeznaczony tylko do oddawania chwały Bogu, powinien być czysty, pozbawiony tego, co  przeszkadza w modlitwie. Wchodząc do świątyni, trzeba przed progiem zostawić swoje „woły, baranki, gołębie” = zmartwienia, troski przygniatające do ziemi,  a nawet wzniosłe myśli, które jednak nie mają odniesienia do Boga. Trzeba oczyścić umysł i serce, żeby rzeczywiście się z Nim spotkać.

Trzeba też zrobić Mu miejsce, aby mógł wejść do serca, aby mógł w nim zamieszkać. Przecież moja dusza to też świątynia (J 3, 16-17)! Nie powinno być w niej nic, co Jezus musiałby wyrzucać biczem! To ja powinnam zadbać o jej „zawartość”.