Nie moja wola, lecz Twoja…

Łk 22, 39 – 46
Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną: towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: «Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie». A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. Rzekł do nich: «Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie».

Tak często boję się zaufać i modlić się tak, jak Jezus! Jakbym się lękała, że Bożą wolą jest mnie udręczyć, doświadczyć cierpieniem …
Zupełnie zapominam, że Pan Bóg chce mego dobra, mego szczęścia.
Ja nie wiem, co jest dla mnie prawdziwym dobrem. Mój rozum jest taki malutki, moja miłość jest tak wybrakowana.
Lepiej więc zaufać Bogu. On zawsze pragnie mego dobra i On wie, co jest dla mnie dobre. Tylko On to wie.
Czasem to dobro jest trudne, wymaga wyrzeczeń, ofiary – ale jest dobrem.
Nawet Jezus – Boży Syn – poddał się woli Ojca.
Dlaczego ja się waham?

Chcę tak jak Jezus mówić: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie. Amen.”