Nie jest zamknięta

Ap 5, 1 – 4

„I ujrzałem na prawej ręce Zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na odwrocie zapieczętowaną na siedem pieczęci.
I ujrzałem potężnego anioła, obwieszczającego głosem donośnym:
«Kto godzien jest otworzyć księgę i złamać jej pieczęcie?» A nie mógł nikt – na niebie ani na ziemi, ani pod ziemią – otworzyć księgi ani na nią patrzeć. A ja bardzo płakałem, że nikt nie znalazł się godzien, by księgę otworzyć ani na nią patrzeć”. 

Czytając, rozważając te słowa, popatrzyłam na Księgę trzymaną w rękach – Biblię. To księga, która nie jest zamknięta, nie ma zamka, pieczęci, nie potrzeba do niej klucza. Nie muszę szukać kogoś, kto ją otworzy.

Tylko, czy ja z tego korzystam? Czy sięgam po nią? Czy nie stoi na półce albo w zamkniętej szafce? Czy jest księgą otwartą? Otwieraną co dzień?

A może Bóg „musi” płakać, że jej nie otwieram? Może czeka, aż ja albo ktokolwiek zechce otworzyć tę Księgę, którą nam dał?

I jeszcze jedna refleksja: czy przypadkiem ja nie jestem taką zamkniętą księgą przed Bogiem? Czy na pewno otwieram się przed Nim? Czy pokazuję Mu swoje radości i smutki, bóle i marzenia? On je doskonale zna, wiem, ale może czeka na gest z mojej strony? Może czeka, aż sama się przed Nim otworzę?

Oby nie czekał zbyt długo… Oby nie czekał nadaremnie…