Matka Bolesna

Montaż na spotkanie Rodziny Radia Maryja w Świętej Wodzie 6 lipca 2009 r.

Wśród wielu tytułów przysługujących Maryi spotykamy określenie – Matka Boska Bolesna.
Trzeba przyznać, że żadna matka na ziemi nie przeżyła tyle i nie wycierpiała tyle, co Matka Zbawiciela. Jakże bolesnym echem odbiły się w Jej sercu prorocze słowa Symeona, wypowiedziane w świątyni jerozolimskiej w dniu ofiarowania Pana Jezusa:
A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,35).
Wiele smutku, cierpień i boleści doświadczyła Maryja w czasie ziemskiego życia, gdy musiała uciekać aż do Egiptu przed okrutnym królem Herodem, aby uratować życie Bożego Dziecięcia. A ile wylała łez na Krzyżowej Drodze swego Boskiego Syna, na Wzgórzu Kalwaryjskim i przy Jego grobie? Kto to pojmie i zrozumie!
Jakże bardzo Maryja – jako Matka Boża Bolesna rozumie każdego człowieka, każdego cierpiącego, nas wszystkich, którzy jesteśmy Jej dziećmi.
Powiedział ktoś: Nie ma kącika bez krzyżyka, to znaczy, że każdy człowiek doświadcza w swoim życiu różnorakich cierpień: fizycznych, moralnych czy duchowych. Wówczas jakże bliska jest nam Ta, której życie było tak piękne, a jednocześnie znaczone łzami i cierpieniami – Matka Chrystusa i nasza Matka – Maryja.
Tajemnica cierpienia jest jedną z najtrudniejszych do zrozumienia. Cierpią dobrzy i źli, starzy i młodzi, bogaci i biedni, cierpią wszyscy we wszystkich epokach i krajach. I każdy ma chwile w życiu, gdy pod naporem cierpienia pyta: Dlaczego właśnie ja? Z Chrystusem prosi o oddalenie kielicha, ale nie zawsze dodaje jak On: Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie.
Któż najlepiej nauczy nas cierpieć, jeśli nie Maryja, która od chwili Zwiastowania przyjęła cały ciąg cierpień płynących z Jej Bożego macierzyństwa. Jej pokorne fiat [fijat]było bowiem świadomym przyjęciem cierpień związanych z dziełem Odkupienia.
Miarą miłości – nauczał św. Franciszek Salezy – jest to, co gotowi jesteśmy wycierpieć dla osoby ukochanej. Maryja kochała jak nikt i jak nikt cierpiała, bo Boży Syn tak bardzo cierpiał. Cierpiała z Jezusem. Maryja jest dla nas Mistrzynią i wzorem w cierpieniu.
Kościół nadał Jej tytuł „Królowej Męczenników”, który wypowiadamy za każdym razem odmawiając Litanię Loretańską. Tytuł ten wyraża wielką rzeczywistość: Maryja cierpiała więcej niż wszyscy męczennicy, ponieważ od niej zażądano ofiary z umiłowanego Syna, który był również Jej umiłowanym Bogiem.

Maryja szła za Jezusem drogą Jego męki: cierpiała z Nim wspólnie. Była posłuszna woli Bożej, gotowa powtarzać nieustannie Fiat [fijat] zwiastowania. Każde nowe cierpienie przyjmowała z posłuszeństwem jako wolę Najwyższego. Razem ze swym Synem wskazuje nam drogę posłuszeństwa.

Św. Bernard, wielki czciciel Maryi, wypowiedział o Niej takie słowa: „O Święta Matko, prawdziwie miecz boleści przeniknął Twoją duszę, inaczej nie mógłby przeszyć ciała Twojego Syna. Istotnie, kiedy Twój Jezus – Jezus wszystkich, tak, lecz szczególnie Twój – wydał ostatnie tchnienie, okrutna włócznia otworzyła Jego bok… nie przeszyła Jego duszy, lecz Twoją. Jego dusza już teraz nie była w ciele: lecz Twoja nie mogła być wyrwana z ciała. Ogrom bólu przeniknął duszę Twoją tak, że my uważamy Cię więcej niż za męczennicę. Ty bowiem współcierpiałaś z Nim w duchu w taki sposób, że przeżywałaś cierpienie ciała”.

Choć Pismo Święte niewiele mówi o Maryi, to scenę spod krzyża Pana Jezusa wszyscy znamy doskonale. Wtedy to Jezus w duchowym testamencie powierza św. Janowi, a przez niego i nam wszystkim, Maryję jako Matkę. Od tej chwili Maryja jest Matką naszą i Matką całego Kościoła. W Betlejem, w ciszy nocy i wśród niezmiernej radości, Maryja zrodziła Jezusa. Na Kalwarii, wśród okrzyków oprawców i w niewymownym cierpieniu, zrodziła ludzi do życia łaski.
Maryja z macierzyńskim uczuciem wytrwała pod krzyżem, aby wziąć z niego swego Syna. Raz jeszcze spotkał się Syn z ramionami Matki. To są ostatnie działania podjęte, by okazać serce umęczonemu Człowiekowi. Gdy już wszyscy odejdą, zabierając ze sobą hałas, krzyk i zgiełk, zostaje jeszcze serce, łzy prawdziwe, macierzyńskie współczucie. Tak czyni Maryja i tak czyni Kościół, który wtedy, gdy nas wszyscy opuszczą, zostanie przy nas do końca.

Gdy rozważamy boleści Matki Chrystusa, bliższe staje się nam Jej piękne, szlachetne życie, a jednocześnie tak bardzo ludzkie, znaczone bólem, męstwem i łzami. Bądźmy zawsze wdzięczni Matce Bożej, która jest również Matką naszą, daną nam przez Pana Jezusa. Bądźmy zawsze wdzięczni naszemu Zbawicielowi, że dał każdemu z nas swoją Matkę za naszą Matkę i często rozważajmy jej święte i zbawienne łzy i boleści.
        Jakże wiele kosztowało Pana Jezusa i Jego Matkę zbawienie naszych nieśmiertelnych dusz. Ceńmy sobie niezmiernie Krew Chrystusa i Łzy Maryi, wylane za nasze wieczne zbawienie.