Maryja – Matka Siedmiu Boleści

Ten montaż przygotowałam wspólnie z koleżanką na spotkanie Rodziny Radia Maryja w Świętej Wodzie 14.06.2004 r. Złożyły się na niego teksty ks. Wacława Buryły. Przedstawiła ten montaż młodzież Gimnazjum im. Ks. Wacława Rabczyńskiego w Wasilkowie, ubogacając śpiewem.

Maryja była zwyczajną, żydowską dziewczyną. Jej życie wypełniały sprawy, które są udziałem każdego człowieka. Przeżywała takie same smutki i radości jak ci, których spotykała. Miała skromne i zwyczajne plany na przyszłość: była już zaręczona z Józefem, chciała mieć dom, rodzinę, chciała kochać i być kochaną. I wtedy właśnie przyszedł do Niej anioł, przynosząc Bożą propozycję. To właśnie Maryja została wyróżniona, to Ona została wybrana. Ona – wybrana spośród wszystkich kobiet w dziejach świata – miała być Matką Boga. Ale decydując się na to, musiała zrezygnować ze swoich planów. Maryja doskonale znała wszystkie słowa Starego Testamentu, słowa proroctw o Mesjaszu – Odkupicielu, który miał przyjść. Wiedziała, że Jego życie będzie powiązane z krzyżem. Wiedziała, że zgadzając się na Boży Plan, Ona także decyduje się na ten zapowiedziany krzyż. Ale mimo wszystko powiedziała:” Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Odtąd Jej życie miało być konsekwentnym realizowaniem owego „fiat”, które za pośrednictwem anioła powiedziała samemu Bogu.

I tak jest w życiu każdego człowieka. Bo każdy człowiek ma swoje zwiastowanie. Bo każdy człowiek musi decydować o swoim życiu, musi wybierać. Maryjo, Matko Boża, ucz nas dobrych wyborów, ucz słuchania i wypełniania woli Bożej.

Świątynia w Jerozolimie była miejscem najważniejszym dla Żydów. Była miejscem, do którego pielgrzymowali, gdzie spotykali się z Bogiem, gdzie budowali swoją wiarę i gdzie tę wiarę manifestowali. Była też miejscem, gdzie składali ofiary. Taki był przepis prawa: każde pierworodne dziecko płci męskiej miało być poświęcone Panu. Ktoś mógłby powiedzieć, że Maryja i Józef wypełnili tylko to, co było ich obowiązkiem, że nie czynili nic nadzwyczajnego, ale to nie byłaby cała prawda. Oni dawali Bogu swój największy skarb – Jezusa. Ja także znam Boże prawo, Boże przykazania.
Ale czy je wypełniam?
Każdego dnia?
W każdej sytuacji?
Każde przykazanie?
Jeżeli nie żyję według Bożych przykazań, to znaczy, że nie dałem Bogu nawet tego, co powinienem Mu dać, że moje chrześcijaństwo jest jeszcze pustą deklaracją i niczym więcej. Maryjo, Matko, ucz nas składać Bogu godne ofiary, ucz nas składać w ofierze samych siebie.

Józef i Maryja marzyli o spokojnym szczęściu w Nazarecie. Pan wkroczył do ich ogniska rodzinnego i napełnił ich ponad wszelkie nadzieje radością Bożego Narodzenia, śpiewem aniołów, przybyciem pasterzy i Magów. Zaraz potem stali się jednak ludźmi ściganymi. Jest to doświadczenie brutalne, nieoczekiwane, nieprzewidziane i zbijające z tropu. Tylko ci, którzy żyli lub żyją pod obstrzałem nienawiści, wiedzą, co wycierpieć musiało tych Dwoje, opuszczając Betlejem.
Maryjo, Matko uciekająca z Dzieckiem przed niebezpieczeństwem, chroniąca Je przed złem, miej w opiece wszystkie matki, pomagaj im spełniać powołanie.

Nawet nie podejrzewali, że coś takiego może się zdarzyć. Kiedy wracali z obchodów Święta Paschy, nie zauważyli, że nie ma z nimi Jezusa, że idą sami. Jednak, gdy spostrzegli Jego nieobecność, od razu rozpoczęli poszukiwania. W tym ogromnym wielotysięcznym tłumie szukali tylko Jezusa. Byli zdenerwowani, bo zgubili Go po drodze, bo bardzo chcieli Go odnaleźć.
Człowiek gubi Jezusa przez zło, przez grzech. Czasami jest mu tak dobrze ze swoim grzechem, że się do niego przyzwyczaja i nawet brak Jezusa nie budzi w nim niepokoju. I można bez Niego zajść bardzo daleko. Ważne jest jednak, żeby po zauważeniu nieobecności Chrystusa, Jego braku, zacząć Go szukać. Ważne jest, żeby umieć zawrócić, żeby umieć przyznać się do popełnionego błędu. Maryjo, z bólem serca szukająca Jezusa, wskazuj nam zawsze drogę do Niego, pomagaj znajdować Go, nawet na splątanych ścieżkach naszego życia.

Najtrudniejsza droga w życiu człowieka, to droga z krzyżem na Golgotę. W takich chwilach najdotkliwiej odczuwa się własną bezradność, samotność, rozpacz. To była również dla Chrystusa trudna droga. Trudna też była dla Maryi. Ale nie opuściła Swego Syna. Towarzyszyła Mu w tych trudnych chwilach. Nie była w stanie Mu pomóc. Nie mogła zabrać Jego krzyża. Mogła tam tylko być. Mogła tylko popatrzeć Mu w oczy. On wiedział dzięki temu, że nie jest zupełnie sam, że ktoś z Nim cierpi, łącząc swoje cierpienia z Jego ofiarą. W niektórych sytuacjach miłość może uczynić tylko tyle. Aż tyle.
Maryja stała nie tylko na ziemskiej drodze Chrystusa – stoi także na naszej. Przecież jest Matką . Wiedząc o tym, ufając w Jej pomoc, nie uciekaj od krzyża. Nie bój się go. Bo dokądkolwiek pójdziesz, wszędzie będzie czekał na ciebie. Tylko krzyż jest drabiną, po której możesz wejść do nieba.
Teofil Lenartowicz
STABAT MATER

Wiatr w przelocie skonał chyżym,
Przeniknęła ziemię zgroza,
Krzyż na skale, a pod krzyżem
Stabat Mater Dolorosa.
Żadnych słów i żadnych głosów,
Krew z korony Bożej spływa;
Wobec Boga i niebiosów
Stała Matka Boleściwa.
Na konania patrząc bóle,
Rany, pręgi od powroza,
Na łzy oczu, cierń na czole,
Stabat Mater Dolorosa.
Konająca od współmęki,
Przyjmująca śmierć za żywa,
Cierń i gwoździe Bożej ręki,
Stała Matka Boleściwa.
Jak ramiona szybkim strzałem,
Deszczem łzy wylewa brzoza,
Z takim sercem przebolałem
Stabat Mater Dolorosa.
Czując męki w piersi wzdętej,
Jak się życie w łzy rozpływa,
Łza przepada w uśmiech święty,
Stała Matka Boleściwa.
Jak świat wielki opuszczona,
Gdy Ją zdjęła życia zgroza,
Przerażona, że Bóg kona,
Stabat Mater Dolorosa.

Każde rozstanie z kimś bliskim i kochanym przynosi ból, ale jednocześnie przynosi nadzieję ponownego spotkania. Śmierć to moment pożegnania, by spotkać się po drugiej stronie życia. Jezus żegna się ze Swoją Matką na krzyżu. Tutaj dopełnia się Jej „fiat” z Nazaretu. W zjednoczeniu z cierpiącym i umierającym Jezusem znosi Jego ból i przeżywa Jego śmierć. Śmierć trzeba umieć przyjąć: zawsze, kiedykolwiek przyjdzie, jakakolwiek będzie. Jeżeli się jej nie przyjmie, nie będzie się można spotkać z Chrystusem, gdyż On czeka na nas tam, po drugiej stronie, „gdzie mieszkań jest wiele”.
Maryjo, która przyjęłaś niezrozumiałą mękę i śmierć Syna, i Jego martwe ciało, pomóż nam tak jak Ty przyjmować tajemnicę naszych nieszczęść i pragnąć je pojąć w tajemnicy Eucharystii. Naucz nas patrzeć na śmierć własną, na śmierć bliskich jako na spotkanie z Bogiem. Niech ona będzie skokiem w wieczność, w otwarte ramiona Boga, w ocean spokoju. Niech to będzie początek szczęścia długiego jak wieczność.

Maryja wykonała swoje zadanie. Dotrzymała słowa, które dała Bogu przy zwiastowaniu. Nam zaś zostawiła „receptę” na szczęśliwe życie. Ewangelia Maryi jest nieprawdopodobnie krótka, skondensowana, bardzo konkretna, niepozostawiająca niedomówień. W Kanie Galilejskiej Maryja powiedziała:” Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Ten, kto chciałby zdobyć niebo, powinien te słowa wziąć bardzo na serio.
Niech Chrystus stanie się twoim Królem, a Maryja – Matka Bolesna – twoją Królową. Wtedy będziesz mógł być spokojny o siebie, o swoją doczesność. Wtedy będziesz mógł być spokojny o swoją wieczność.