Krzyż – Ofiara – Wolność w nauczaniu Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

Montaż na spotkanie Rodziny Radia Maryja w Świętej Wodzie 15 lipca 2013 r.

Wszyscy spoglądamy ku krzyżowi na tym ołtarzu. Nasz wzrok sięga jednak dalej, aż do Krzyża na Kalwarii. Tam dokonała się olbrzymia, niepojęta Ofiara, złożona przez Boga-Człowieka Ojcu Niebieskiemu. Krzyż kalwaryjski to pierwszy ołtarz, na którym sam Jezus Chrystus chciał być ofiarnikiem i ofiarą zarazem. Swoimi kapłańskimi dłońmi oddawał Ojcu Niebieskiemu samego siebie jako Hostię za nasze grzechy, za wolność człowieka. Ofiarował siebie, aby odtąd człowiek, złamany dotychczas przez grzech, wyprostował się i znowu chodził prosto, patrząc obliczem pogodnym i ufnym w Twarz swego Ojca, który jest Miłością.

Wielkie jest prawo do wolności! Złożył je w naturze człowieka sam Bóg. Jest ono tak wielkie, że poruszyło nawet niebo i głosem swoim doszło do łona Trójcy Świętej, „wstrząsając” niejako wewnętrznym szczęściem samego Boga. Oto Ojciec niebieski nie przyjął ofiar Starego Zakonu, składanych Mu ze zwierząt na Syjonie, ale Synowi swojemu ciało sposobił, ażeby Bóg Człowiek złożył je w obronie wolności swych braci. Przez krzyż, ofiarę z Ciała i krwi swojej, Chrystus wyzwolił człowieka. Aż tak potężne jest prawo do wolności!

Właśnie dlatego, ażeby je zachować i obronić, a przez to obronić godność człowieka, jako istoty rozumnej i wolnej, trzeba umieć się poświęcać i składać ofiary. Poniżej poziomu wolności osobistej jako właściwości rozumnej natury ludzkiej, człowiek, który biernie przyjmuje narzuconą mu niewolę, już się właściwie deklaruje i przestaje być pod jakimś względem pełnym człowiekiem. I naród, który nie umie walczyć o swoją wolność, już się właściwie zdeklarował, stając poniżej swej wysokiej godności. Trzeba dopiero olbrzymich ofiar i potężnych wstrząsów, ażeby otrzeźwiał człowiek, który nie broni już wolności swojej osoby jako istoty rozumnej i naród, który nie pełni już powinności wobec najsłuszniejszego i najpotężniejszego swego prawa, jakim jest wolność.

Jesteśmy – mimo woli – pokoleniem bohaterów.  Spędziliśmy wśród szczęku broni dziesiątki lat. Patrzyliśmy na ludzi uzbrojonych po zęby, jak zalegali okopy; muzyką naszą są armaty, bomby i karabiny maszynowe. Widzieliśmy tysiące poległych żołnierzy, przeżyliśmy śmierć olbrzymów, dyktatorów, autokratów, jednowładców. Rządy zmieniały się w oczach naszych, jak liście na drzewach…Czyż może nam coś imponować? Przestaliśmy się bać luf karabinów i armat. Człowiek uzbrojony nie budzi w nas lęku, ani … szacunku. Co więcej, bardziej bohaterski wydaje się nam człowiek bezbronny niż uzbrojony. Śmiesznie wygląda „żołnierz z bronią”, gdyż człowiek, którego zawodową cnotą ma być męstwo, powinien wystąpić do walki z gołymi rękoma, jak Dawid…

Miłość nie wie, co to niewola. Zawsze znajdzie sobie ujście, by oddać swoją krew serdeczną, miłującą. I dlatego było Powstanie, w którym krew wolnych duchem płynęła miłośnie w ziemię polską i użyźniała ją na nowe siewy.

Wiemy, że ofiara ta miała zaświadczyć przed ludami i narodami, które decydowały o losach Polski – o woli życia i o prawie do życia. Pragnęła dać świadectwo tam, gdzie w straszliwych rozprawach i w krwawym bezprawiu zapomniano o podstawowym prawie ludów i narodów do wolności.

Głos krwi braci naszych był głosem do „głuchych”, którzy patrząc na szaleńczą ofiarę, wpadali w zadumę i nie mogli przejść do porządku dziennego nad narodem, który umie się tak poświęcać.

Bóg chciał ukazać walczącym narodom, że są wartości, o które trzeba walczyć, nawet w walce pozornie beznadziejnej. Trzeba podjąć każdy wysiłek i każdą ofiarę, aby zaświadczyć swoje prawo do pełnej wolności, o której nie mogą decydować sąsiednie narody. Musi być ślad w dziejach dojrzałości narodu, który ma słuszną ambicję stanowienia o sobie.

W tym duchu została podjęta walka powstańcza. Z góry było wiadomo, że beznadziejna. Ale ten akcent był w dziejach konieczny, chociaż nie tak jak tego oczekiwaliśmy; okupił on sumienie tych, co decydowali o pokoju.

Powstania były potrzebne, choć ciężko naród kosztowały przez upływ krwi, stratę dóbr materialnych i kulturalnych. Przypominały nieustannie światu sprawę Polski. Trzeba o niej myśleć.

Każda ofiara oznacza przezwyciężenie siebie. Ma to miejsce w skali indywidualnej, rodzinnej, społecznej, narodowej, a nawet politycznej. Wszędzie człowiek musi przekraczać siebie. A chociaż swoją godnością i nieśmiertelnością przerasta wszelkie formy społeczności, to jednak z woli Stwórcy nieustannie potrzebuje związku z każdą z nich.

Heroiczne przezwyciężenie siebie widzimy w ofierze ludzi, którzy oddają swoje życie za ojczyznę, rozumiejąc dobrze, że wprawdzie nie ma ona nieśmiertelności, ale składa się z ludzi, posiadających nieśmiertelność. Ci ludzie w ziemskiej ojczyźnie przygotowują się do pełni radości, jaką zgotował Jezus Chrystus w ojczyźnie niebieskiej wszystkim, którzy miłują Ojca.

Dlatego też poświęcenie się za ojczyznę jest znakiem zrozumienia naszego miejsca w niej, a także użyteczności tej ofiary oraz doniosłości jej dla całej ojczyzny i dla każdego z nas. Chociażby to poświęcenie wydawało się w pierwszym momencie nieskuteczne, zawsze jednak świadczy ono o wyższości ludzi nad wszystkimi sprawami tej ziemi, dzięki gotowości człowieka do przezwyciężania siebie.

Słodko jest umierać za ojczyznę w świadomości, że jest to posiew krwi, która będzie wołać z ziemi żyjących do Ojca ludów i narodów o sprawiedliwość, jak wołała krew Abla, jak nieustannie woła ze wszystkich ołtarzy do Ojca, Krew Chrystusa, zbawcza, uświęcająca i ożywiająca.

Kościół uczy o wielkiej cenie ofiary życia za naród… Czyni to patrząc na zbawczą Mękę niezwykle owocną dla całej rodziny ludzkiej, której Chrystus wywalczył na krzyżu życie i wolność. Ten urzekający przykład Chrystusa ma swoich naśladowców. Dlatego krzyż przyzywany jest na pomoc wszędzie tam, gdzie trzeba bronić wolności ducha i granic ojczyzny. Krzyż Chrystusowy staje się najwyższym odznaczeniem, zawisa na piersiach bohaterów żywych czy poległych, którzy spełnili swój święty obowiązek obrony wolności.

Naród musi zachować swoją bogatą przeszłość i musi się nią szczycić. Jeśli ma wydać błogosławione owoce, musi być powiązany z przeszłością poprzez współczesność.

Naród polski ma szlachetne ambicje, aby podnosić się – jak feniks – z popiołów. Przez całe dziesiątki lat wierzyliśmy nie tylko w zmartwychwstanie Chrystusa, ale i w zmartwychwstanie ojczyzny. Wiara, że podniesione będą ciała ludzkie, jak dźwignięte z grobu było Ciało Chrystusa, ta wiara wszczepiona w życie narodu przez Kościół, budziła ambicje, iż nie można się poddać niszczycielskiemu dziełu nienawiści i owocom śmierci. Przeciwnie, trzeba podnieść czoło, dłonie i zabrać się do dzieła.