Jezus żyje i działa!

Jezus żyje i działa! Naprawdę! Zobaczyłam to i doświadczyłam tego na sobie w sposób wyraźny i namacalny. Nie wierzycie? To posłuchajcie.

Przez ostatnie trzy dni (14 – 16 września 2007) uczestniczyłam w Szkole Charyzmatów, prowadzonej przez Wspólnotę Cor et Lumen Christi (Serce i Światło Chrystusa) z Anglii. Informacje o Wspólnocie można znaleźć na stronach: strona główna po angielsku lub po polsku.
Prowadzący Damian Stayne, wspierany członkami Wspólnoty, uczył nas otwierać się na działanie Ducha Świętego i posługiwać charyzmatami, którymi nas Pan obdarza.

Muszę powiedzieć, że w Odnowie w Duchu Świętym dopiero „raczkuję”, jestem bowiem tam od roku. Niewiele wiem, na razie rozglądam się i chłonę to wszystko, co się dzieje. Zwykle też miałam opory, jeżeli chodzi o wiarę w jakieś cudowne, spektakularne cuda, uzdrowienia.

No i proszę, w ciągu tych trzech dni wszystko się zmieniło. Pan zadziałał i przekonał mnie. Chwała Mu za to!
Teraz powiem Wam, co konkretnie mnie przekonało.

* Pierwsze zaskakujące wydarzenie to posługa proroctwa. Modliliśmy się o ten dar, a potem Pan posługiwał się nami, aby przekazać swoje słowa innym ludziom. To było niesamowite. Usłyszałam od osoby, której wcześniej nie znałam, fakty ze swego życia i – to nawet ważniejsze – radę w formie proroctwa na problem (wielki), z którym zmagałam się. W żaden wytłumaczalny po ludzku sposób ona nie mogła o tym wiedzieć, nikomu o tym nie mówiłam. Tylko Bóg mógł jej to przekazać! Żeby jeszcze bardziej przekonać mnie o Swojej mocy Pan pozwolił mi również służyć w taki sposób – też otrzymałam wiedzę o faktach z życia osoby, którą widziałam po raz pierwszy w życiu.
* Najgłębszym przeżyciem dla mnie była modlitwę o uwolnienie. Damian modłił się, aby Pan Jezus uwolnił nas od tego, co nam ciąży, co jest konsekwencjami, skutkami dawnych czynów, może nawet grzesznego życia. To było tak ogólnie, a Pan Bóg działał w każdym z nas i dotykał tych sfer, które tego potrzebowały. Odczułam wręcz fizyczne uwolnienie – jakby ciężar obsunął się albo z napełnionego do granic możliwości balona powietrze nagle zeszło. To było wspaniałe! Poczułam się rzeczywiście wolna! To, co mi ciążyło przez lata, znikło. Nie ma tego!
* Uzdrowienie duszy to nie wszystko – Pan uzdrowił także moje ciało. Drugiego dnia Szkoły modliliśmy się o uzdrowienia fizyczne. Zastanawiałam się wtedy, o co mam prosić Pana, bo jak każdy w pewnym (takim bardziej zaawansowanym) wieku schorzeń mam kilka. Wybrałam sobie to, co wydaje mi się największym problemem. Nie poczułam poprawy. Jak mówił Damian, przyczyn tego może być kilka:
1. może moja wiara jest zbyt słaba
2. może moje życie jest nieuporządkowane
3. może jest ktoś, komu jeszcze czegoś nie przebaczyłam
4. może to nie jest właściwy moment
5. może Pan Bóg chce uzdrowić mnie z innej choroby
6. a może jest to po prostu tajemnica

No właśnie. Na drugi dzień zrozumiałam: nie ma żadnych przeszkód, żeby Pan Bóg uzdrowił mnie nawet ze wszystkich moich dolegliwości, ale przecież to On wie najlepiej, co jest moim prawdziwym problemem. Podczas nabożeństwa o uzdrowienie prosiłam o ulżenie we wszystkich chorobach, ale już bez konkretnego wskazywania Panu Bogu, że najbardziej to ja bym chciała …

Pan Jezus zadziałał – tak, jak sam uznał za najlepsze. Wiecie, co i jak mi uzdrowił? – moje stawy biodrowe, dotknięte chorobą zwyrodnieniową. Już podczas modlitwy poczułam ulgę w prawym stawie (bardziej chory). Powiedziałam, do osoby, która trzymała na nim dłoń i modliła się, że mnie już nie boli. Lewy staw nadal bolał. Ale muszę przyznać, że sam fakt, iż wytrzymałam na nogach tyle godzin, już był łaską. Zwykle po godzinie stania (chodzenia lub przebywania dłużej w jednej pozycji) czułam ból i często blokadę stawów. Nawet gdy udawało mi się wytrzymać np. na dłuższym nabożeństwie w pozycji stojącej, na drugi dzień z trudnością poruszałam się i musiałam ratowć się lekami przeciwbólowymi.

A dzisiaj rano wstałam bez żadnego bólu, chodzę jak na nowych nogach, bez trudu mogę podnosić nogi i zginać w stawach biodrowych. Chwała Panu! Alleluja!
* A napełnienie Duchem Świętym? Przeżyliście coś takiego? Jeśli nie, to nie wiem, czy zrozumiecie z mojego opisu. Na gorące słowa modlitwy, zaproszenia, na wyrażoną chęć podddania całego siebie – duszy i ciała – Duchowi Świętemu, Pan rzeczywiście Go zsyła. A Duch Święty przychodzi do każdego – w różny sposób: niektórzy płaczą, inni się śmieją, inni doświadczają odpoczynku w Duchu. I mnie też właśnie w taki sposób nawiedził Duch Święty. To jest po prostu niewyobrażalne! Człowiek wyraża wolę podddania siebie Duchowi i staje się tak, że przestaje panować nad sobą, przestaje siebie kontrolować. W tym czasie działa Duch Święty. To Jego moment. On wypełnia nas dokładnie, od czubka głowy aż do pięt.
* Tego wszystkiego doświadczyłam osobiście. A przecież widziałam jeszcze działanie Pana Jezusa w innych ludziach – uzdrowienia z widocznych chorób. To były fakty – ludzie odrzucający kule, odzyskujący wzrok czy słuch, znikające guzy … To wszystko się działo. I wydawało się takie normalne. Po prostu na słowo wypowiadane w imię Jezusa to się stawało.

A więc:

UWIERZ W TO, ŻE JEZUS ŻYJE I WCIĄŻ DZIAŁA!