Jak dziękować?

Łk 18, 11-12
Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.

Cały tekst tej perykopy (Łk 18, 9 – 14) jest bardzo bogaty w impulsy do przemyśleń. Na razie skoncentruję się na dziękczynieniu.
Celnik dziękował Panu Bogu, więc wszystko wydaje się w porządku. W dodatku dziękował za dobro. Dlaczego więc Jezus powiedział, że odszedł nieusprawiedliwiony (Łk 18,14)?
Modlitwa celnika to było wyliczanie, co dobrego uczynił. Tak jakby chciał załatwić transakcję – przyniósł w swych rękach wszystko, co zrobił, oczekując, że sprawiedliwy Bóg za to mu zapłaci. Albo może chciał pochwalić się przed Bogiem, jaki to jest wspaniały.
Skoncentrował się na sobie, na swoich czynach, a nie na Panu Bogu, który jest Dawcą wszelkiego dobra. Chyba nie uświadomił sobie, że jeśli nawet zrobił tyle dobrego (ponad to, czego wymagało Prawo), to Pan Bóg wcześniej obdarzył go możliwością wykonania tego. Bóg dał mu siły, zdrowie, majątek (gdyby go nie miał, nie mógłby ofiarować tak dużo), dał mu znajomość Prawa i natchnienia, chęci do jego wypełniania ( to też Boży dar).
Człowiek sam z siebie nie może nic uczynić! Wszystko jest darem.

Czy moja modlitwa czasami nie jest taka sama, jak ta wyliczanka celnika? Czy przypadkiem też nie skupiam się na sobie, na swoich dokonaniach?
Trzeba zrobić rachunek sumienia, a na modlitwie skupić się na Bogu, bo przecież przychodzę spotkać się z Nim i Jego słuchać.
Dziękować też trzeba, oczywiście. Przede wszystkim za to, że jest stale przy mnie, kocha mnie i wciąż obdarza łaskami.