Droga Krzyżowa w Roku Miłosierdzia

Te rozważania były użyte podczas Drogi Krzyżowej ulicami naszego miasta w Wielki Wtorek, 22 marca 2016r.

Rozpoczynamy Drogę Krzyżową ulicami naszego miasta. W Roku Miłosierdzia przejdźmy ją z Chrystusem Ukrzyżowanym, bo On jest ikoną bezgranicznego Miłosierdzia, jakie Bóg okazuje każdemu człowiekowi. Jeżeli tak, to stacje Jego drogi krzyżowej mogą się dla nas stać miejscami szczególnego doświadczenia Chrystusowego miłosierdzia.

Papież Franciszek prosił: „Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie.”

Szukajmy więc śladów miłosierdzia w rozważanych stacjach. Niech staną się one dla nas inspiracją, aby w codziennym życiu czynić miłosierdzie czynem, słowem, modlitwą. Czynić je wśród najbliższych, w rodzinie, w sąsiedztwie, w szkole, na uczelni, w miejscu pracy, wśród ludzi spotkanych przypadkowo, nieznajomych. Niech nasze miasto stanie się Miastem Miłosierdzia.

STACJA I – PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!» Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!» Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz».

Panie Jezu, słowem skazano Cię na śmierć. Słowem niesłusznym, niesprawiedliwym, niemiłosiernym. Nie znalazł się nikt, kto by w tym momencie zaprotestował, kto powiedziałby dobre słowo, słowo prawdy.

My też często oceniamy, osądzamy innych, wydajemy wyroki, choć nie mamy do tego prawa.

Jak często nasze słowa są niemiłosierne! Jak bardzo ranimy naszych bliźnich obmową, plotką, oszczerstwem. A przecież dobrze wiemy, jak to boli. Jak rani kłamstwo, zarzuty, a nawet upomnienie powiedziane bez miłości.

Złym słowem można człowieka nawet zabić!

A dobrym można pocieszyć, podnieść na duchu, dowartościować.

Spraw Panie, aby nasze słowa były miłosierne, aby były nośnikami dobra, pokoju i miłości.

STACJA II – PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ

Zabrali zatem Jezusa. A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.

Panie, dano Ci krzyż. Ciężki, przygniatający, nie – Twój. To nasz krzyż, mój krzyż – mój własny, zasłużony. Ja powinienem go nieść, nie Ty. Ale to Ty go przyjąłeś. Ty wziąłeś krzyż moich grzechów, win, za mnie  – z  miłości. Ty, Jezu, oszczędziłeś mi  tego ciężaru, tego cierpienia, bo wiedziałeś, że ja nie zdołam go udźwignąć. A nawet gdybym go uniósł, nie miałby on odkupieńczej mocy. Nie zdołałbym zadośćuczynić Bogu Ojcu za swoje winy. Twoja zgoda na krzyż to czyn prawdziwie miłosierny.

Pokazałeś, Jezu, co znaczy miłosierdzie – wziąć na swoje barki czyjś ciężar. Bez wahania, bez oporu – po prostu przyjąć i ponieść.

Panie Jezu, z całego serca dziękuję Ci za Twój czyn, za ten wielki dar ofiarowany mi z miłości.

STACJA III – PAN JEZUS UPADA PO RAZ PIERWSZY

Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.

Panie, ten krzyż jest ciężki, tak ciężki, że pod nim upadasz. Nie znalazł się tam nikt, kto mógłby pomóc. Kto podtrzymałby Cię albo wziął na siebie część ciężaru.

Możemy sobie wyobrazić, jakie reakcje wywołał Twój upadek: drwiny, szyderstwa, śmiechy, brutalne krzyki wzywające do powstania, pewno też  uderzenia…

Znamy to, Panie. Zdarza się przecież, że tak reagujemy na czyjś upadek. A gdzie wtedy jest nasze miłosierdzie? Gdzie pomocna dłoń?

Przepraszam Cię, Panie Jezu, za wszystkie zmarnowane okazje, kiedy mogłem komuś pomóc, kiedy mogłem czynić miłosierdzie, a nie zrobiłem tego.

STACJA IV – JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

Pan uczcił ojca przez dzieci,
a prawa matki nad synami utwierdził.
Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów,
a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził.

Jezus i Jego Matka. Spotkanie bez słów. Tylko spojrzenie. Zapewne głębokie, współczujące, serdeczne. Takie spojrzenie to też miłosierdzie. Dodaje odwagi.

Ona – Matka doskonale to wie. Gdy nic innego nie można zrobić, takie spojrzenie musi wystarczyć. Ono jest bezcennym darem.

Maryjo, Matko, naucz nas tak patrzeć na innych, by dodawać odwagi, otuchy, by budzić na czyjejś twarzy choćby nieśmiały uśmiech, a w sercu nadzieję.

STACJA V – SZYMON Z CYRENY POMAGA DŹWIGAĆ KRZYŻ JEZUSOWI

A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.

Nareszcie, Panie, znalazł się ktoś, kto Ci pomoże. Wprawdzie przymuszony, nie z własnej woli, ale dobrze, że jest. Będzie Ci lżej. Czy taka pomoc to miłosierdzie? Pomoc, która nie wypływa z serca, ze współczucia? Nie wiem, Panie. Tylko Ty wiesz…

Ja jestem wdzięczny Szymonowi, że pomimo niechęci i własnych planów, wziął na siebie ciężar krzyża.

Panie Jezu, ja też często nie mam ochoty angażować się w sprawy innych ludzi. Wolę zająć się sobą. Udaję, że nie dostrzegam, iż ktoś potrzebuje pomocy.

Wybacz mi, Panie, że tyle razy zamykałem serce na innych, na Ciebie, Jezu, w moich braciach.

Daj mi, proszę, miłosierne oczy, aby dostrzegały potrzeby bliźnich i ręce chętne do niesienia pomocy.

STACJA VI – WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI

O Tobie mówi moje serce: «Szukaj Jego oblicza!» Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną.

Weronika – odważna kobieta o miłosiernym sercu. Pospieszyła, aby przynieść Ci choćby chwilową ulgę. Aby otrzeć Twoją zakrwawioną i spoconą twarz. Nie zważała na trudności, na żołnierzy otaczających Ciebie. Nie przejmowała się opinią innych. Po prostu podeszła i otarła chustą Twoją twarz.

Przywrócić komuś prawdziwe oblicze, usunąć to, co je brudzi, szpeci, co zniekształca obraz Boga w człowieku – to też miłosierdzie.

Panie  spraw, by nasze oczy były miłosierne, by w bliźnim widziały tylko dobro i Ciebie.

STACJA VII – PAN JEZUS UPADA PO RAZ DRUGI

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego.

I znów, Panie, leżysz w prochu ziemi. Na nic się zdała pomoc Cyrenejczyka. Może krzyż był aż tak ciężki, że i on wraz z Tobą upadł. A może nie chciał już go dźwigać? Czy może tylko nie był zbyt uważny i się potknął? A może…?A może…?

W jaki sposób ja patrzę na człowieka, który upada po raz drugi, po raz kolejny? Któremu się znowu coś nie udało? Czy jest we mnie chęć pomocy albo przynajmniej odrobina współczucia?

Przepraszam Cię, Panie, za niepotrzebne dociekanie: Dlaczego? Z jakiego powodu? Za posądzanie bliźniego i wyrokowanie. Za to, że nie podniosłem, nie wyciągnąłem ręki do tego, kto upadł.

STACJA VIII – PAN JEZUS SPOTYKA PŁACZĄCE NIEWIASTY

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!»

Panie, tutaj, na Twojej drodze stoją kobiety. Płaczą nad Tobą, współczują. To chyba miłosierdzie?

A Ty, Panie, choć sam umęczony i zbolały, też okazujesz im miłosierdzie. Pouczasz, że powinny spojrzeć na siebie i swoje rodziny. Znamy słowa: „Kochaj bliźniego jak siebie samego”. Właśnie – jak siebie. Trzeba najpierw pokochać siebie. Wobec siebie też trzeba być miłosiernym. Traktować siebie z miłością. Zadbać o swoje potrzeby: duchowe, ale i fizyczne. Może czasami też zapłakać – z bólu, z rozczarowania, zapłakać nad własną ułomnością, słabością, grzechem. Jeśli siebie będę traktować miłosiernie, jest szansa, że także wobec bliźnich będę taki sam.

Spraw, Panie, bym umiała patrzeć na siebie w prawdzie i kochać siebie.

STACJA IX – PAN JEZUS UPADA PO RAZ OSTATNI

Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich. Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich.

Ostatni upadek, Panie… Czy już nie ma obok Ciebie Szymona? Nikt nie pomaga Ci dźwigać krzyża? Nikt nie podbiegł, by Cię podnieść. Czy zabrakło miłosiernych osób w tym momencie?

Panie, dla Ciebie to już jest ostatni upadek. Ostatni, to znaczy, że więcej nie upadniesz. Powstaniesz i dojdziesz do celu. Wierzę, że dasz radę. Wierzę w Ciebie, Panie.

Ale wobec moich bliźnich brakuje mi takiego zaufania. Brakuje wiary, że ktoś, kto  obiecuje poprawę, dotrzyma obietnicy. Dla iluż ludzi mimo dobrych chęci nie ma ostatniego razu, jest tylko kolejny! Ileż rodzin cierpi z powodu nałogu kogoś z najbliższych!

A ile razy ja sam, Panie, obiecuję poprawę sobie i Tobie, że już więcej nie będę grzeszył, że ten grzech to był już ostatni raz… A potem znów upadam.

Panie, prosimy, uwolnij  nas  z nałogów, złych przyzwyczajeń.  Daj łaskę zerwania z grzechem na zawsze.

STACJA X – PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: «Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć». Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię.

To już chyba koniec miłosierdzia na Twojej drodze, Panie. Zostałeś wydany w ręce oprawców. A oni zdarli z Ciebie szaty. Sprawili nieznośny ból, odrywając tkaninę od zakrzepłych ran. Obnażyli Cię, przełamując naturalną barierę wstydu. Stoisz obnażony przed całym światem. Ty, Jezu, najpiękniejszy z synów ludzkich, przejrzysty i przeczysty. Niewinny Baranek. Ty się nie masz czego wstydzić. A oni – czy się zawstydzili? Chyba nie… Zabrakło miłosierdzia.

Dzisiejszy świat odziera z wszelkiej intymności, z szat i z dobrego imienia, z tego, co powinno być zakryte. Obnaża zamiast przykryć. Nie szanuje godności człowieka, jego prawa do intymności i dyskrecji.

Za ten brak miłosierdzia przepraszamy Cię, Panie.

STACJA XI – PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią»

Przybili Cię, Panie, do krzyża. Unieruchomili Twoje ręce i nogi. Już nie pójdziesz po palestyńskich drogach do tych, którzy Cię potrzebują. Już nie dotkniesz chorych, by ich uzdrowić.

Jakie to było niemiłosierne: pozbawić możliwości działania Ciebie, który tyle dobra czyniłeś!

A dziś? Wprawdzie nie przybijamy do krzyża, ale pośród nas jest tyle osób unieruchomionych przez chorobę, niepełnosprawność, starość. Wielu jest zamkniętych w więzieniach.

Czy ich dostrzegamy? Czy idziemy do nich ze słowem pocieszenia? Z gestem pomocy?

Wiem, Panie, że są ludzie, którzy to czynią. I za nich bardzo Ci dziękuję. Kto wie, może ja też będę potrzebował ich miłosierdzia? A może… powinienem do nich dołączyć?

STACJA XII – PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome. Kiedy przebywał w Galilei, one towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy.

Panie Jezu, czy to już koniec? Jesteś sam w takim momencie? Nie, zobacz, obok krzyża stoi Twoja Matka i umiłowany uczeń – Jan. Dalej są kobiety. Mężne, miłosierne niewiasty. Trwają przy Tobie swoją milczącą obecnością.

Towarzyszyć komuś przy śmierci to czyn miłosierdzia, to ostatni gest miłości wobec kogoś, kto odchodzi z tego świata.  Trudno patrzeć na cierpienie, na umieranie kogoś bliskiego. Serce pęka z bólu, oczy zalewają  łzy, nie ma słów, by wyrazić nasze uczucia i  bezradność…

Ale wystarczy być. Może potrzymać za rękę. Może pogładzić po twarzy. Dla umierającej osoby to dużo, bardzo dużo. To przełamuje samotność, dodaje odwagi.

Naucz nas, Panie, takiej zwyczajnej miłosiernej obecności, takich prostych gestów dobroci.

STACJA XIII – PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało.

Dobrzy ludzie zdjęli Twoje ciało, Panie, z krzyża. Maryja wzięła je w swoja ramiona. Ona – najcudowniejsza z matek – rozumie, czym jest ból po stracie kogoś ukochanego. Jak bardzo wtedy potrzeba obecności i pomocy innych ludzi. Przy Maryi znalazły się takie osoby. A my często odsuwamy się, choć każdy z nas wie, że wcześniej czy później sam znajdzie się w takiej sytuacji. Nie zawsze wyrażamy miłosierdzie w prostej, zwyczajnej obecności, w pomocy, w modlitwie.

Panie Jezu, przy tej stacji pragniemy powierzyć Ci wszystkie osoby przeżywające czas żałoby po śmierci kogoś bliskiego. Oddajemy  także tych, którzy zostali opuszczeni, porzuceni przez małżonka, przez dzieci.

Prosimy, naucz nas Panie, towarzyszyć im z miłością.

STACJA XIV – PAN JEZUS ZŁOŻONY DO GROBU

Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.

Umarłych grzebać – ten czyn miłosierdzia spełniamy chyba wszyscy. Częściej lub rzadziej. Z większym lub mniejszym zaangażowaniem składamy ciało zmarłego do grobu. Ostatnia posługa.

Ale, Panie, są jeszcze inne groby niż te, które kryją ciało po śmierci. To groby tych, którzy utracili nadzieję na zmianę, na lepsze życie. Którzy są zamknięci w kręgu swoich spraw, swego cierpienia lub wspomnień – jak w grobie.

W jaki sposób można im pomóc? Jak dać promyk nadziei na zmartwychwstanie? Wszak grób niczego nie kończy. On wcale nie musi być przywalony ciężkim głazem. Można z niego wyjść – wyjść do nowego życia. Ty, Panie, to pokazałeś.

I za to Ci, Panie, z serca dziękuję.

Zakończenie:

Boże, który jesteś Bramą Miłosierdzia,
Boże, który jesteś pełnią Miłości,
Udziel nam hojnie swoich darów,
Napełnij nasze życie Twoim pokojem,
Byśmy dla siebie nawzajem w drodze do Królestwa byli wsparciem.
Daj mi spotykać na mojej drodze moich braci i siostry, wobec których będę mógł świadczyć o Twoim Miłosierdziu przez dzieła miłości. Amen.