Moja droga do Betlejem

Skończył się już liturgiczny obchód Bożego Narodzenia, ale, zgodnie z polską tradycją, jeszcze do Święta Ofiarowania Pańskiego śpiewamy kolędy i odwiedzamy żłóbki. W tej wielkiej radości, że oto Bóg przyszedł na ziemię, trzeba nam jednak poważnie zastanowić się, czy rzeczywiście podążamy do Betlejem, do Jezusa. Czy za wzorem pasterzy biegniemy spiesznie, aby Go powitać i ofiarować Mu swoje dary? Czy z Mędrcami wędrujemy za światłem gwiazdy, aby odnaleźć Prawdę? Czy wierzymy, że w tym maleńkim Dziecięciu ukrył się Wszechmocny Bóg?

A może zagubiłem już drogę? Może zapomniałem o drogowskazach – Bożych Przykazaniach? Może moja droga zarosła chaszczami grzechów, nałogów, zabieganiem o sprawy świata? Może pełno na niej głazów, kamieni, dołów spowodowanych moimi słabościami, wadami? Może wciąż się potykam i upadam? Może nawet nie staram się podnieść? A może błądzę w ciemnościach, bo obawiam się rozjaśnić swoją drogę światłem Ewangelii, gdyż to postawi przede mną wymagania?

Te wszystkie refleksje obudził we mnie żłóbek w Świętej Wodzie. To dobrze, że tak realistycznie pokazuje on naszą ludzką rzeczywistość. Dobrze, że pobudza do zastanowienia się, do przemyśleń. Trzeba stawiać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi. A te zadane przy szopce, przy żłóbku są szczególnie cenne. Stojąc przed Maleńkim, Nowo narodzonym Bogiem – tak delikatnym i bezbronnym – człowiek wyraźniej widzi swoją nędzę i bardziej wstydzi się tego, że nie zawsze podąża prostą, właściwą drogą.

Ale nie załamuj się, nawet wówczas, gdy Twoje odpowiedzi na powyższe pytania będą twierdzące. Jest dla Ciebie nadzieja. Świętowodzkie wyobrażenie stajenki pokazuje, że i taka droga może doprowadzić do Betlejem. Trzeba tylko zobaczyć cel i wędrować prosto ku niemu, pokonując napotkane przeszkody. Trzeba całym sercem powiedzieć Panu:

„Pójdę, Panie w góry wysokie
w góry urwiste pójdę na szczyty.
Minę śmiało mroczne przepaście,
w złudnych strumykach nie zgaszę pragnienia,
drogi łatwiejszej szukać nie będę,
pójdę na Górę Przemienienia.”

Z Bożą pomocą to się uda. Wejdziesz na szczyt. A tam czeka cię nagroda – spotkanie z Panem Jezusem.

Jeszcze jest czas, aby podjąć taką refleksję i taki trud. Warto pójść do żłóbka, warto klęknąć przed Dzieciątkiem i popatrzeć głębiej na swoje życie. Wszystkich, którzy chcieliby przeżyć duchową przygodę podobną do mojej, zapraszam do Świętej Wody. Gdyby ktoś poczuł potrzebę głębszych przeżyć, może przyjść tutaj pieszo, przynajmniej od cmentarza. Spacer tą leśną ścieżką może bardziej uświadomić krętość i zawiłości naszej życiowej drogi. Warto więc przyjść do żłóbka i powierzyć Boskiemu Dzieciątku trudy swego codziennego wędrowania do domu Ojca. Jezus nam pomoże. Przecież po to przyszedł na świat.
Ten tekst napisałam 30 stycznia 2005 r. po nawiedzeniu żłóbka w Świętej Wodzie.