Czym jest dla mnie Dębowiec

To pytanie powinien sobie postawić każdy, kto zetknął się z tym miejscem, a szczególnie ten, kto należy do Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej. Odpowiedź nie zawsze i nie dla wszystkich może być prosta i łatwa, ale myślę, że warto podjąć ten trud. Warto uświadomić sobie, co dla mnie oznaczają słowa: La Salette, Orędzie Płaczącej Pani i Dębowiec.

Moja osobista odpowiedź brzmi: Dębowiec to dar Chrystusa dla mnie. Aby to dokładniej wyjaśnić, muszę się trochę cofnąć w czasie, bo chociaż w Dębowcu byłam niedawno, w kwietniu 2001 r., to moja saletyńska przygoda rozpoczęła się znacznie wcześniej. Jej początek to Kraków, rok 1988. Tam, w kościele św. Norberta zetknęłam się z wizerunkiem Maryi Płaczącej. Stamtąd przywiozłam książeczkę „Nowenna do M.B. Saletyńskiej”. Zapoznałam się z nią, ale wtedy chyba jeszcze nie byłam gotowa, aby te treści przyjąć. Dotarły one tylko do mego umysłu, jednak nie sięgnęły serca . Lecz Maryja nie zrezygnowała. W roku 1996 wysyła nowy sygnał. Dzieje się to w Częstochowie, a tym znakiem jest krzyżyk z młotkiem i obcęgami. To on spowodował, że odszukałam odłożoną na półkę książeczkę i na nowo ją odczytałam. Tym razem inaczej – słowa Pięknej Pani poruszyły mnie, odebrałam je jako skierowane do mnie. Najbardziej wstrząsnął mną fakt, że Maryja płacze. Płacze, chociaż jest Matką Boga. A te łzy wyciskają z Jej oczu moje grzechy. Tak to właśnie przeżywam – w czasie teraźniejszym, a nie tylko jako wydarzenie sprzed ponad 150 lat. Uświadomiłam sobie bardzo wyraźnie, że to właśnie ja jestem winna cierpień Pana Jezusa i Jego Matki. To był również moment zwrotny. Zapragnęłam otrzeć Łzy Maryi, pocieszyć Ją, zrobić coś, aby już nie płakała. Postanowiłam wynagradzać zło, które popełniłam. Na tyle, na ile ja – grzeszny człowiek – mogę to uczynić.

Kupując krzyżyk, otrzymałam też ofertę Wydawnictwa La Salette. Nabyłam kilka pozycji książkowych i kasety. Chciałam dokładniej poznać Orędzie Matki Bożej. W tym czasie chłonęłam wręcz każdą informację o La Salette i Dębowcu. A ponieważ był to Rok Jubileuszu 150 rocznicy Zjawienia Matki Bożej, więc w prasie katolickiej było sporo wiadomości. Dowiedziałam się o koronacji Cudownej Figury i jeszcze przed tym wydarzeniem zdążyłam odprawić nowennę. Czułam się wtedy szczególnie obdarowana. To Maryja w tym roku łaski sprawiła mi prezent, dając poznać Swoje Orędzie z La Salette. Napisałam do Dębowca, skąd otrzymałam kilka numerów „Posłańca Matki Bożej Saletyńskiej” oraz informacje o ARS-ie. Ujęło mnie to, że ta wspólnota chce wynagradzać Bogu i Matce Najświętszej za grzechy ludzi. To było zbieżne z moimi pragnieniami. W konsekwencji więc napisałam prośbę o przyjęcie do Apostolstwa. Stało się to w r. 1997 i od tego czasu datuje się mój stały kontakt listowny z Dębowcem. Każda koperta z nadrukiem Sanktuarium sprawia mi dużą radość. Poprzez „Posłańca…”, cykliczne listy z ARS-u, a także przyjazne, siostrzane listy od Iwonki odbywa się moja saletyńska katecheza. Od tych kilku lat Maryja kształtuje mnie w Swojej szkole. Wiele w tym czasie zrozumiałam, w inny sposób spojrzałam na siebie i na szereg spraw. Przede wszystkim zaś Matka Boża ukazała mi wyraźny cel – żyć w duchu ekspiacji. Można przecież każdy ból, cierpienie, niepowodzenie ofiarować jako wynagrodzenie za grzechy swoje i innych ludzi. Staram się to czynić. Podejmuję też dobrowolne umartwienia w tym samym duchu. Z perspektywy tych kilku lat, chcę powiedzieć, że gdy człowiek uświadomi sobie, ile zła popełnił, jak mocno zranił Chrystusa i Jego Matkę, to żadne bóle nie wydają się zbyt duże czy niezasłużone. Wręcz przeciwnie – to jest naprawdę niewiele. Ale wiem też, że trzeba choćby tymi małymi gestami zadośćuczynić Panu Bogu. Doświadczam również tego, że łatwiej nieść codzienny krzyż, gdy się go odda Jezusowi. Wtedy naprawdę doznaję Jego pomocy. Po przykrościach czy cierpieniach zsyła pociechę i radość. Przeżywanie swego życia w postawie wynagrodzenia to właśnie najważniejszy, najcenniejszy owoc mego spotkania z Matką Bożą Saletyńską i z Dębowcem.

Moje osobiste spotkanie z „Polskim La Salette” nastąpiło zupełnie niespodziewanie, bez wcześniejszych planów, bez trudu poszukiwań dróg i możliwości. Po prostu Maryja mnie wezwała i poprzez ludzi wskazała drogę. To był Jej następny dar. Całą podróż odbyłam w wielkim wzruszeniu i napięciu. A kiedy już wysiadałam z autokaru, poczułam się jak w dobrze znanym miejscu. Wszystko wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam na podstawie fotografii i kaset. Opanowało mnie ogromne szczęście, że wreszcie tu dotarłam. I ta cisza, spokój. Nie ma tłumów, pośpiechu. Można się rzeczywiście skupić. Cudowne miejsce na spotkanie z Bogiem. Pokochałam Dębowiec w jednej chwili. A później nawiedzenie świątyni – i znów wrażenie, że to wszystko znam. I spotkanie z Matką – wzruszenie, które trudno wyrazić; łzy, które momentalnie obsychają. To tak, jakby Maryja,która sama płacze, nie chciała, aby Jej dzieci wylewały łzy. Ona je ociera, uspokaja. Doświadczyłam tego tutaj kilkakrotnie. Spędziliśmy tu 40 godzin.Był czas na zapoznanie się z tym miejscem, z Orędziem Pięknej Pani, modlitwy wspólne i dużo okazji do osobistego spotkania z Maryją. To było bardzo cenne przeżycie i wciąż do tego wracam. Gdy wyjeżdżaliśmy, nasz ksiądz przewodnik powiedział, że teraz już opuszczamy Dębowiec, ale od tej chwili mamy go w sobie. I to prawda. Myślę, że każdy, kto nawiedził to sanktuarium, nie zapomni tego, a najcenniejsze przeżycia będzie nosił w sercu stale. I będzie chciał tu wrócić.

Bardzo ważne, moim zdaniem, jest to, że z Dębowcem można mieć stały kontakt. Człowiek nie musi się ograniczać do sporadycznych (czy nawet częstych) pielgrzymek. Można tutaj „bywać” nawet codziennie – wystarczy sięgnąć choćby po „Posłańca…”. Czytając informacje z życia Sanktuarium, przeżywamy je prawie na bieżąco. Budujemy swoja więź i z tym miejscem, i z Górą La Salette, i ze Zgromadzeniem Misjonarzy Saletynów. Bez względu na odległość czuję duchową bliskość. To jest wspaniałe odczucie i tego życzę wszystkim nawiedzającym Sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej w Dębowcu.
Ten tekst ukazał się w Jubileuszowym numerze (5/2002) dwumiesięcznika „La Salette Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej”. Zatytułowano go: „Pokochałam Dębowiec w jednej chwili”.