Co mi dała Odnowa w Duchu Świętym?

  • 4 czerwca 2006 r. przyjęłam Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. Od tej chwili staram się podporządkowywać swoją wolę Jego woli. Nie zawsze mi to wychodzi. Czasami jeszcze zdarza mi się zapomnieć i planować po swojemu, ale na ogół pytam Pana Jezusa, czego ode mnie oczekuje i co powinnam w danej sytuacji zrobić (inna sprawa, że nie zawsze czekam na Jego odpowiedź albo jej nie rozumiem – to jest mój problem). Z jednej strony to trudne, ale z drugiej – tak jest łatwiej: nic nie planować, nie martwić się, bo Ktoś inny zaplanuje i poprowadzi.
  • Duch Święty stał się dla mnie Kimś bliskim, stał się Osobą, do której zwracam się często w ciągu dnia, prosząc o światło, o mądrość, o inne dary.
  • Pokochałam modlitwę Słowem Bożym. Na medytacji spotykam się z Bogiem, rozważam Jego Słowo. Odkrywam, że On mówi w danej chwili konkretnie do mnie. Bardzo często to jest odpowiedź na moje pytanie czy problem. Wcześniej tylko czytałam Pismo Święte, a teraz spotykam w Słowie żywego Boga. Modlitwa to już nie tylko moje mówienie do Boga, ale też słuchanie, co On do mnie mówi.
  • Uczę się modlitwy uwielbienia. Podczas wylania darów Ducha Świętego otrzymałam słowo: Łk 1, 46 – 55 – Magnificat. Powiedziałam, że je przyjmuję, ale wtedy jeszcze nie rozumiałam, co to oznacza. Myślałam, że wystarczy, jeśli będę z Maryją uwielbiać Boga za dzieła, które w Niej i przez Nią dokonał. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że ja też w swoim życiu, w swojej historii i w każdej chwili mam wielbić Boga, mam dostrzegać Go i Jego działanie. Uczę się tego, próbuję i choć wiem, że często moje uwielbienie nie jest doskonałe, często myli się z dziękczynieniem, jednak staram się.
  • Dziękuję Panu Bogu za nowe spojrzenie na sakrament pokuty. Teraz jest to po prostu spotkanie z Jezusem, z ukochaną Osobą. Już nie koncentruję się na grzechach. Pamiętam o nich, żałuję, ale zostają na dalszym planie. Ja je znam i Pan Bóg je zna, a głównym sensem spowiedzi jest spotkanie i wyznanie miłości, niedoskonałej, okaleczonej grzechami, ale szczerej. To jest wspaniałe! Stały spowiednik (kierownik duchowy) nie komentuje grzechów, ale wyznacza kierunek, w którym mam iść. Po takiej spowiedzi człowiek dosłownie frunie jak na skrzydłach – dokładniej mówiąc: frunie na skrzydłach Bożej miłości.
  • I jeszcze nowy sposób adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie – adoracja w zupełnej ciszy, bez słów. Takie po prostu „bycie”, przylgnięcie do Jezusa. Najpierw było trochę trudno, głowę zaprzątały różne sprawy, myśli, problemy. Teraz już łatwiej mi zostawić wszystko za drzwiami świątyni i tylko być przy Jezusie tak, jakbym siadła u Jego stóp i przytuliła głowę do Jego kolan. I nic więcej.
  • Wreszcie mam motywację do codziennego rachunku sumienia. Do tej pory miałam z tym problem – chciałam, ale brakowało systematyczności. Kiedy jednak na formacji zalecono ignacjański rachunek sumienia, podjęłam z radością i praktykuję na ogół codziennie. Nie powiem, że już mi dobrze wychodzi – skądże. Czasami usypiam, czasami w żaden sposób nie mogę nic rozeznać – ale próbuję. Widzę w tym sens, a jeśli mam kłopoty, wracam do notatek albo szukam jakichś artykułów, żeby to sobie przypomnieć, przybliżyć i żeby wykonać to tak, jak trzeba, żeby to była modlitwa, która zmienia.
  • Stopniowo zaczęłam akceptować siebie, swoją historię. Już nie gnębię siebie swoimi grzechami, tym, co zrobiłam kiedyś źle i że kogoś skrzywdziłam. To chyba była pycha, że nie mogłam zaakceptować swoich pomyłek, słabości, grzechów. Teraz podchodzę do tego spokojniej. Wiem, że jako człowiek jestem istotą grzeszną, przyznałam sobie prawo do upadków. To, że nie jestem idealna wcale mnie nie dyskwalifikuje. Wszyscy popełniają grzechy, ja też. Boli mnie to, ale nie wpadam w pesymizm, depresję. Po prostu trzeba się podnieść i iść dalej, z doświadczeniem własnej słabości i Bożego Miłosierdzia. Acha, i w pokorze!
  • Uczę się wybaczać – od razu, na gorąco, z pełną świadomością. Wiem już, że wiele problemów psychicznych, ale również zdrowotnych ma swoją przyczynę w braku przebaczenia. Podczas odmawiania modlitwy wybaczenia przypominają się sytuacje, osoby, które wymagają przebaczenia. Czasami są to drobiazgi, czasami poważne sprawy – łączy je to, że do tej pory nie wybaczyłam tak konkretnie, świadomie (chociaż codziennie w modlitwie „Ojcze nasz” jest sformułowanie o przebaczeniu, ale zawsze to traktowałam ogólnie i uważałam, że nikomu nie muszę przebaczać, że jestem ze wszystkimi w zgodzie). Teraz codziennie staram się wypowiedzieć słowa wybaczenia (kiedy tylko przypomina mi się osoba), a także codziennie proszę w modlitwie o wybaczenie te osoby, które ja skrzywdziłam. Modlitwą ogarniam te dwie grupy osób.
  • I tylu nowych przyjaciół! Wspólnota rzeczywiście zbliża ludzi. Możemy na siebie liczyć: na pomoc, ale także na modlitwę. To dziwne i dla mnie zupełnie nowe, ale stałam się też bardziej otwarta na innych, serdeczna, spontaniczna w okazywaniu uczuć (gesty).
  • Odnowa dała mi możliwość działania, zrobienia czegoś sensownego dla drugich, wykorzystanie swoich zdolności, umiejętności. Bardzo lubię robić coś, co ma sens.
  • Uświadomiłam sobie (a właściwie Ania zwróciła mi na to uwagę), jak potrzebny jest uśmiech. Rzeczywiście – ponurak nikogo nie przyciągnie, nie będzie dobrym świadkiem Chrystusa. Będę się uczyć uśmiechać.